Szczęśliwi seniorzy offline. Czy można dziś dobrze żyć bez internetu?

Żyjemy w czasach, w których niemal wszystko można zrobić przez internet. Zakupy przyjeżdżają pod drzwi, rachunki płacimy bez wychodzenia z domu, z bliskimi rozmawiamy przez komunikatory, a telefon podpowiada nam, kiedy przyjedzie autobus i jaka będzie jutro pogoda. Dlatego senior, który nie korzysta ze smartfona, nie ma konta na Facebooku i zamiast aplikacji bankowej wybiera wizytę w placówce, często od razu określany jest jako wykluczony cyfrowo. Tylko czy każdy człowiek, który żyje offline, rzeczywiście czuje się wykluczony? Niekoniecznie. Są seniorzy, którzy bez internetu radzą sobie doskonale, mają swoje zajęcia, ludzi wokół siebie i zwyczajnie są szczęśliwi.

Nie ma internetu, ale ma swój świat

Wyobraźmy sobie starszą panią, która rano wychodzi po pieczywo. W piekarni zamienia kilka słów ze sprzedawczynią, po drodze spotyka sąsiadkę, a później jedzie na działkę albo zagląda do znajomej. Wieczorem dzwoni do córki, czyta książkę lub ogląda ulubiony serial. Nie korzysta z mediów społecznościowych, nie robi zakupów przez aplikację i nie wysyła zdjęć przez komunikator. Czy naprawdę można powiedzieć, że czegoś jej brakuje?

Internet daje ogromne możliwości, ale sam dostęp do sieci nie jest jeszcze receptą na dobre życie. Człowiek potrzebuje przede wszystkim kontaktu z innymi ludźmi, poczucia przynależności, zainteresowań, codziennych zajęć i rzeczy, które sprawiają mu przyjemność. Senior może znaleźć to wszystko zarówno online, jak i poza internetem. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy brak technologii rzeczywiście zamyka przed nim świat. To jednak zupełnie inna sytuacja niż świadome życie bez potrzeby bycia ciągle online.

Czy każdy senior musi nauczyć się obsługi smartfona?

Dzieci i wnuki często chcą dobrze. Kupują rodzicom nowy telefon, instalują komunikator, pokazują bankowość internetową i tłumaczą, jak zamówić zakupy. „Zobacz, jakie to proste” – mówią. Dla nich rzeczywiście jest proste. Korzystają z takich rozwiązań codziennie od wielu lat. Dla człowieka, który większość życia przeżył bez internetu, naturalny może być jednak zupełnie inny sposób działania. Jeżeli senior chce nauczyć się korzystania ze smartfona, warto mu w tym pomóc. Technologia może ułatwiać życie, zwiększać bezpieczeństwo i pomagać utrzymywać kontakt z rodziną. Nie powinna jednak stać się kolejnym wymaganiem, któremu starszy człowiek musi sprostać tylko dlatego, że inni uznali, że tak będzie dla niego lepiej. Czasem warto więc zamiast kolejnego „pokażę ci, jak to zrobić w telefonie” zapytać po prostu: czy ty tego potrzebujesz?

Być offline nie oznacza być samotnym

Samotność seniorów jest poważnym problemem, ale brak internetu i samotność nie są tym samym. Można codziennie korzystać z Facebooka i czuć się bardzo samotnym. Można też nie posiadać nawet smartfona, a każdego dnia mieć kontakt z ludźmi. Znaczenie ma to, co dzieje się poza ekranem. Wyjście do sklepu, rozmowa z sąsiadem, spotkanie ze znajomą, spacer z psem, działka, klub seniora, kościół, biblioteka, zajęcia w domu kultury czy regularne spotkania z rodziną mogą tworzyć sieć relacji, która daje starszemu człowiekowi poczucie przynależności. Nawet zwykłe codzienne czynności bywają ważniejsze, niż nam się wydaje. Senior, który sam idzie po zakupy, nie tylko przynosi do domu chleb i mleko. Wychodzi między ludzi, rozmawia, porusza się, spotyka znajome twarze i nadal uczestniczy w życiu swojej okolicy. Zamówienie zakupów przez aplikację może być wygodniejsze. Ale wygodniejsze nie zawsze oznacza lepsze.

Co daje szczęście seniorowi, który żyje offline?

Szczęśliwe życie nie musi być wypełnione wielkimi wydarzeniami. Z wiekiem często jeszcze większego znaczenia nabierają rzeczy zwyczajne: własny rytm dnia, ludzie, których dobrze znamy, zajęcia dające przyjemność i świadomość, że jesteśmy dla kogoś ważni. Dla jednej osoby będzie to ogródek, dla innej książki, krzyżówki, gotowanie albo majsterkowanie. Ktoś będzie codziennie chodził na spacer, ktoś inny spotykał się z koleżankami, opiekował wnukiem, odwiedzał sąsiadkę czy czekał na niedzielny obiad z rodziną. Nie trzeba dokumentować tych chwil zdjęciem ani dzielić się nimi w mediach społecznościowych, żeby miały znaczenie. Bardzo ważny jest również rytm. Pobudka o określonej porze, śniadanie, spacer, zakupy, ulubiony program, telefon do znajomej, praca w ogrodzie. Z pozoru nic szczególnego. W praktyce właśnie takie drobiazgi porządkują dzień i sprawiają, że każdy kolejny ma swoją treść.

Szczęśliwy senior offline nie siedzi więc w pustym świecie, do którego nie dotarła technologia. Jego świat po prostu wypełniają inne rzeczy.

Czasem właśnie te „stare sposoby” mają ogromną wartość

Wiele czynności, które młodszemu pokoleniu wydają się niepotrzebną stratą czasu, dla seniora może mieć zupełnie inne znaczenie. Pójście na pocztę, do sklepu czy kiosku daje powód, żeby się ubrać i wyjść z domu. Telefon do znajomej oznacza dłuższą rozmowę, a nie wymianę kilku emotikonów. Wyjście na targ może być wydarzeniem dnia, podczas którego spotyka się znajomych i dowiaduje, co dzieje się w okolicy. Nie chodzi o romantyzowanie świata bez internetu. Chodzi o dostrzeżenie, że codzienna aktywność i bezpośredni kontakt z drugim człowiekiem mają wartość, której nie da się przeliczyć wyłącznie na wygodę.

Jeżeli więc mama chce pójść do sklepu, choć zakupy można zamówić do domu, być może warto pozwolić jej iść. Jeśli tata woli zapłacić rachunek w placówce, choć przelew można zrobić w minutę, niekoniecznie trzeba przekonywać go, że robi coś bez sensu. Dla nas jest to niepotrzebna droga. Dla niego może być okazją do wyjścia z domu, spotkania innych ludzi i zachowania dobrze znanego rytmu dnia.

Offline z wyboru i wykluczenie cyfrowe to nie to samo

Tutaj potrzebne jest jednak ważne rozróżnienie. Senior, który nie korzysta z internetu, ponieważ nie odczuwa takiej potrzeby i dobrze funkcjonuje bez niego, znajduje się w zupełnie innej sytuacji niż osoba, która chciałaby skorzystać z technologii, ale nie potrafi tego zrobić. Jeżeli starszy człowiek nie może umówić wizyty, dotrzeć do potrzebnej informacji, skontaktować się z bliskimi czy skorzystać z usługi tylko dlatego, że nie radzi sobie w cyfrowym świecie, mamy do czynienia z realnym problemem. Wtedy warto mu pomóc, spokojnie pokazać potrzebne rozwiązania i nie pozostawiać go samego z technologią, której nie rozumie. Ale nie należy automatycznie uznawać za wykluczoną osoby, która mówi: „nie potrzebuję internetu” i rzeczywiście świetnie sobie bez niego radzi. Brak potrzeby bycia online może być wyborem, a nie ograniczeniem. I ten wybór również warto uszanować.

Technologia ma być możliwością, a nie obowiązkiem

Życie całkowicie poza światem cyfrowym staje się coraz trudniejsze. Internet pozwala umówić wizytę, sprawdzić informacje, porozmawiać z rodziną mieszkającą daleko czy załatwić wiele spraw bez wychodzenia z domu. Szczególnie dla seniorów z ograniczoną mobilnością może być ogromnym ułatwieniem.

Dlatego nie warto stawiać sprawy jako wyboru: internet albo życie offline. Możemy pokazać seniorowi technologię, nauczyć jej obsługi i być obok, kiedy będzie potrzebował pomocy. Nie musimy jednak zakładać, że skoro coś jest wygodne dla nas, automatycznie będzie potrzebne również jemu. Jeżeli dziadek chce rozmawiać z wnukiem przez wideorozmowę, nauczmy go, jak ją odebrać. Jeśli mama chce sprawdzać pogodę w telefonie, pokażmy jej aplikację. Ale jeśli później odłoży smartfon na półkę i pójdzie porozmawiać z sąsiadką, nie oznacza to, że nie nadąża za światem. Może po prostu wybiera taki sposób życia, w którym czuje się najlepiej.

A może to my możemy czegoś nauczyć się od seniorów offline?

W autobusie patrzymy w telefony. W kolejce sprawdzamy wiadomości. Podczas oglądania filmu sięgamy po drugi ekran, a nawet przy wspólnym stole zdarza nam się zerkać na powiadomienia. Jesteśmy niemal bez przerwy dostępni, poinformowani i połączeni ze światem. Dlatego senior, który potrafi przez godzinę siedzieć z kimś przy kawie i po prostu rozmawiać, może wcale nie być człowiekiem pozostającym w tyle. Być może zachował coś, co nam coraz częściej umyka: umiejętność skupienia się na jednej czynności, spokojnej rozmowy, cieszenia się zwyczajnym dniem i bycia naprawdę obecnym przy drugim człowieku. Nie oznacza to, że życie bez internetu jest lepsze. Pokazuje jedynie, że technologia jest narzędziem, a nie warunkiem dobrego życia. I może czasem, zamiast zastanawiać się, jak przekonać seniora do naszego cyfrowego świata, warto zobaczyć, co jest wartościowego w jego świecie.

Szczęście seniora nie potrzebuje Wi-Fi

Nie ma jednego przepisu na szczęśliwą starość. Dla jednego seniora smartfon będzie oknem na świat, sposobem na rozmowę z wnukami i źródłem rozrywki. Inny będzie trzymał telefon przede wszystkim po to, żeby zadzwonić, a internet zupełnie nie będzie go interesował. Oba sposoby życia mogą być dobre. Znacznie ważniejsze jest to, czy starszy człowiek ma do kogo zadzwonić. Czy ktoś zapuka do jego drzwi. Czy ma powód, żeby rano wstać i rozpocząć kolejny dzień. Czy ma swoje zainteresowania, plany i drobne przyjemności. Czy czuje się potrzebny i ma wokół siebie ludzi, z którymi może dzielić codzienność. Jeżeli tak jest, brak aplikacji, mediów społecznościowych czy internetu nie musi być żadnym problemem.

Nie każdy senior offline jest wykluczony. Niektórym naprawdę dobrze jest właśnie tak. I być może zamiast na siłę wprowadzać ich do naszego cyfrowego świata, czasem warto wejść na chwilę do ich świata – usiąść przy stole, odłożyć telefon i po prostu porozmawiać.